Warning: file_get_contents(http://hydra17.nazwa.pl/linker/paczki/do-srodek.slask.pl.txt): failed to open stream: HTTP request failed! HTTP/1.1 404 Not Found in /home/server154327/ftp/paka.php on line 5
Klara oparła mu ręce na piersi.

- Przepraszam, mamusiu. Bardzo mi wstyd.

Bentz z wdzięcznością otulił się ciepłą marynarką. Cały czas wpatrywał się w wodę.
wyłożonych mozaiką, zanurzyła się w ciepłej wodzie, odprężała się, w miarę jak woda
do skarbonki - zastrzegła się Morrisette, zarzucając na ramię torebkę i pędząc schodami w dół. Reed szedł tuż przed nią. - Ta cholerna sprawa coraz bardziej się chrzani. - Zgadzam się. - Myślał dokładnie to samo. Zbyt wielu ludzi znało Josha Bandeaux. Zbyt wielu ludzi go nienawidziło. Zbyt wiele kobiet było z nim związanych. Zbyt wiele dowodów nie pasowało do siebie. Rozmawiał już z Diane Moses, ale miał się jeszcze z nią spotkać, żeby przeanalizować dowody, jakie jej zespół znalazł na miejscu zbrodni. Pchnął ramieniem drzwi na parking. Było późne popołudnie, cień budynku wydłużał się na mokrym od deszczu asfalcie i choć niedawno padało, temperatura wciąż przekraczała trzydzieści stopni. I ta przeklęta wilgoć w powietrzu. Zanim dotarł do samochodu, koszulę miał mokrą od potu. - Powiedz, czego się dowiedziałaś, ja poprowadzę. - Ja poprowadzę. Reed otworzył drzwi i posłał jej uśmiech. - Następnym razem, Andretti. Skrzywiła się lekko na to złośliwe porównanie do legendarnego rajdowca. - Trzymam cię za słowo. - Nie wątpię. - Przekręcił kluczyk, włączył wycieraczki, aby wytrzeć krople deszczu. Wyjechali z parkingu. Morrisette oparła się o drzwi. - Wiemy, że żona miała powody, żeby nienawidzić Bandeaux, ale facet miał jeszcze kilku innych wrogów. Ci, z którymi robił interesy, cały tłum jego byłych dziewczyn... - Spojrzał na nią. - Daj spokój, dobrze? Nie byłam jego dziewczyną. A Millie nie jest podejrzana. Boże, Reed, żałuję, że ci o tym powiedziałam! - I tak bym się dowiedział. - Jasne - powiedziała z sarkazmem - taki as jak ty! Reed skrzywił się. Sylvie Morrisette była jedną z niewielu osób w wydziale zabójstw, które wiedziały o jego spartaczonej robocie w San Francisco. - Czy wzywanie Boga zalicza się do przekleństw? - Po prostu modliłam się. - Nie wątpię. - Do diabła! Żałuję też, że powiedziałam ci o skarbonce. Jesteś gorszy od moich dzieciaków. - Czy to w ogóle możliwe? - Strasznie śmieszne. Mam świetne dzieciaki. - Jeszcze są małe. - A ty co o tym wiesz? - Prychnęła i przewróciła oczami. - Mam cholernie dość wszystkich tych pier... głupich glin w wydziale. Wszyscy mi mówią, jak wychowywać dzieci. Wielkie dzięki! Świetnie sobie z nimi radzę. - Skoro tak mówisz... - To świetne dzieciaki - powtórzyła. - Nie przeczę - powiedział z nadzieją, że jej gniew wkrótce minie. Mieli dzisiaj spędzić ze sobą w jednym samochodzie jeszcze sporo czasu, więc lepiej, żeby nie zaczynali od sprzeczki. Reed chciał sprawdzić jeszcze raz alibi kilku osób i zeznania świadków. Zaczną od Stanleya Huberta, sąsiada, który powiedział, że widział na podjeździe biały samochód. Potem może uda im się złapać Naomi Crisman, nieuchwytną dziewczynę Josha, i wreszcie powinni pojechać do Oak Hill, porozmawiać z Montgomerymi. Ciekawe, co oni mają do powiedzenia o człowieku, którego poślubiła Caitlyn.
Nie. Musi poszukać innego wyjścia. Kiedy porywaczka wróci – bo chyba kiedyś wróci? –
I zrobiła to.
zacienionych trawnikach. Wyszukiwali ustronne zakątki w barwnych ogrodach.
żoną.
podejrzliwie.
– A co, syn kuzynki ma kłopoty z policją?
– To dawne dzieje – zauważyła O1ivia.
Poprzez trzaski i szelesty docierał do niej odgłos kroków.
Rozdział 37
A wtedy Bentz będzie na niego czekał.
– Posłuchaj, jeśli musisz, to jedź. Dojdź do tego. Bo sam wiesz, że starałam się być

- Nie wątpię - rzucił. - Co jednak nie zmienia faktu, że potrafisz... ranić ludzi.

się rękami; dobrze, że skuła je z przodu. Nie poddawaj się, nie pozwól, by strach cię
że nie przypadnie mu to do gustu.
Ale nikt nie słyszał jej modlitw. Tunel wypełnił się hałasem i dymem.

dlaczego? Twój mąż jest takim dupkiem, że ty za to zapłacisz. Ty i inne.

Wjazd na jej posesję znajdował się zaledwie trzysta metrów od miejsca wypadku. Tu
męża było pierwszą pomyłką. Praca u lorda Kilcairna mogła okazać się drugą.
Hope obudziła się przerażona. Z trudem chwytając powietrze, rozejrzała się po tonącym w półmroku pokoju, jakby oczekiwała, że zobaczy wnętrze sypialni na drugim piętrze Pierron House.

Przekonany, że czegoś nie zauważył, po raz kolejny przejrzał zeznania. Sąsiad od północy

- Skąd wiedziałeś, że tu jestem? - spytała, głównie po to, żeby zyskać na czasie.
— Moje wykształcenie, proszę pana, być może, wcale nie jest takie, jak pan sobie wyobraża — powiedziałam. — Znam trochę francuski, trochę niemiecki, muzykę, rysunki…
Moim nauczycielom z miłością i wdzięcznością.